Implementacja dyrektywy nie może być pretekstem do zaostrzania przepisów

Projekt ustawy o prawach konsumentów zawiera szereg zmian, wcale niewymuszonych przez dyrektywę unijną, które uderzają w pewność i stabilność obrotu gospodarczego. Chodzi np. o wydłużenie okresów rękojmi za wady fizyczne rzeczy, zmianę definicji konsumenta, czy zobowiązanie przedsiębiorców do wskazywania krajów pochodzenia produktów, które oferują - uważa Konfederacja Lewiatan.

Jutro na posiedzeniu plenarnym odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy o prawach konsumentów, której celem jest implementacja dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw konsumentów. Ma ona doprowadzić do ujednolicenia i doprecyzowania przepisów dotyczących umów konsumenckich. Dyrektywa wprowadza harmonizację zupełną, w związku z tym państwa członkowskie nie mogą - w zakresie nią uregulowanym - wprowadzać, jak i utrzymywać w krajowym systemie prawnym przepisów, które różnią się od jej uregulowań. Jednakże ustawodawca wspólnotowy pozostawił kilka opcji regulacyjnych, z których państwa członkowskie - wedle życzenia - mogą skorzystać, lub nie. Polski ustawodawca chętnie skorzystał z tych kompetencji. W efekcie, Projekt ustawy o prawach konsumentów zawiera szereg zmian, które nie tylko nie są wymuszone przez dyrektywę, ale i nie znajdują uzasadnienia w praktyce obrotu gospodarczego.

Definicja konsumenta
Przykładem nieuzasadnionej zmiany jest rozszerzenie definicji konsumenta. Projekt zakłada, że konsumentem będzie nie tylko osoba fizyczna, dokonująca z przedsiębiorcą czynności prawnej, niezwiązanej z prowadzoną przez nią działalnością gospodarczą lub zawodową, ale i taka, która dokonując czynności związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą lub zawodową, działa także w celu niezwiązanym z tą działalnością i cel ten przeważa. Zaproponowana definicja jest bardzo nieprecyzyjna. Istnieją realne obawy, że konsekwencją jej wprowadzenia będą liczne spory i problemy interpretacyjne - zauważa Konfederacja Lewiatan. Strony nie będą miały pewności czy ustalony w chwili zawarcia umowy status drugiej strony jako podmiotu gospodarczego nie zostanie później zakwestionowany. Wydaje się, że aktualnie obowiązująca definicja w pełni przystaje do wymogów przewidzianych w dyrektywie, dlatego też nie ma potrzeby jej zmiany.

Kolejną zmianą niepodyktowaną przepisami dyrektywy, jest wydłużenie terminu skutkującego istnieniem domniemania występowania wady w chwili wydania towaru do 1 roku (dotychczas było to 6 miesięcy). Po tak długim czasie używania towaru bardzo trudno będzie stwierdzić czy zgłoszony przez konsumenta problem wynika z używania rzeczy czy jest związany z nieprawidłowościami w procesie produkcji. Wydaje się, że dla zrównoważenia ochrony interesów konsumenta i interesów przedsiębiorców zasadne jest pozostawienie obecnie funkcjonującego w tym zakresie rozwiązania i związanych z tym gwarancji.


Oprócz nieuzasadnionego uprzywilejowania konsumenta niektóre zmiany zaproponowane w projekcie uderzają w pewność i stabilność obrotu gospodarczego. Przyczynić się do tego może chociażby wydłużenia okresów rękojmi za wady fizyczne rzeczy (do 2 lat od wydania rzeczy - w przypadku ruchomości, a do 5 lat - w przypadku nieruchomości). Tak dalece posunięte wydłużenie okresów rękojmi jest bardzo ryzykowne. Pojawienie się wielu wad zależy często od sposobu użytkowania danej rzeczy, czy nieruchomości przez konsumenta. Dochodzenie, po tak długim okresie użytkowania rzeczy bądź nieruchomości, źródła wady będzie z pewnością niezmiernie trudne. Należy zwrócić uwagę na poważne zagrożenia pewności obrotu gospodarczego z tym związane - dodaje Konfederacja Lewiatan. Do momentu upływu 2 lub nawet 5 lat od dokonania transakcji, przedsiębiorca nie będzie miał gwarancji tego, czy nie pojawi się przypadkiem niezadowolony konsument, który będzie próbował pociągnąć przedsiębiorcę do odpowiedzialności z tytułu rękojmi - a przecież jak dobrze wiemy - niejednokrotnie całkowita żywotność danej rzeczy nawet nie wynosi 2 lat.

Wskazywanie kraju pochodzenia produktów
Polski ustawodawca po raz kolejny próbuje zobowiązać przedsiębiorców do wskazywania krajów pochodzenia produktów, które oferują, nie wskazując jakie argumenty za tym przemawiają. Podobna debata toczy się obecnie na forum unijnym w ramach prac nad projektem rozporządzenia o bezpieczeństwie produktów konsumenckich (COM 2013/49). W dyskusjach wskazuje się, że zobowiązywanie podmiotów gospodarczych do wskazywania państwa pochodzenia produktu jest uciążliwe dla przedsiębiorców, a konsumentów może wprowadzić w błąd. Ze względu na to, że obecnie proces produkcji rozproszony w wielu państwach, ustalenie państwa pochodzenie produktu może być trudne. Kryteria wykorzystywane do tego celu (np. na potrzeby ustalania ceł) są złożone i nieznane nawet dobrze poinformowanemu konsumentowi. Trudno wymagać takiej wiedzy także od sprzedawcy, będącego ostatnim ogniwem w dystrybucji towaru.

Utrudnienia w obrocie gospodarczym
W projekcie znalazły się uregulowania, które doprowadzą także do znacznego spowolnienia obrotu, co w konsekwencji będzie uciążliwe nie tylko dla przedsiębiorców, ale i dla samych konsumentów. Art. 21 projektu ustanawia wymóg potwierdzenia przez przedsiębiorcę umowy zawartej przez telefon na papierze lub innym trwałym nośniku. Wspomniany artykuł ustala też, że konsument jest związany taką umową dopiero po złożeniu przez niego oświadczenia, które zostanie w identyczny sposób utrwalone. Taki przepis doprowadzi do nieuzasadnionej konieczności powielania dokumentów w relacji przedsiębiorca - konsument. Jest to sprzeczne z samą ideą umożliwienia konsumentowi zawarcia umowy drogą telefoniczną. Konsument, wybierając tę drogę liczy na szybkie załatwienie sprawy, bez zbędnej fatygi, najczęściej również bez wychodzenia z domu. Konieczność dopełniania przez konsumenta dodatkowych formalności po zawarciu umowy przez telefon spowoduje, że ten kanał komunikacji straci na znaczeniu, gdyż konsument będzie wolał zawrzeć umowę w placówce przedsiębiorcy (mając pewność, że umowa została zawarta i będzie realizowana natychmiast lub od wybranej w umowie chwili).
Taki przepis będzie w wielu wypadkach niekorzystny dla konsumenta, który zachce zawrzeć umowę na przez telefon, ze skutkiem natychmiastowym. Np. chcąc zawrzeć umowę ubezpieczenia przed wyjazdem na zagraniczną wycieczki, nie będzie mógł z takiej usługi skorzystać.

Aktualnie konsument ma możliwość zawarcia takiej umowy chociażby w ostatniej chwili - np. na lotnisku czekając na lot, następnie ruszyć w podróż bez większych obaw o swoje bezpieczeństwo. W przypadku przyjęcia w ustawie zaproponowanego rozwiązania, umowa zostanie zawarta dopiero z chwilą uzyskania potwierdzenia zawarcia umowy od przedsiębiorcy, a następnie potwierdzenia tego przez samego konsumenta. Jak łatwo zauważyć, konsument straci na takim rozwiązaniu, bo umowa zacznie obowiązywać dopiero po przesłaniu przez niego odpowiedniego potwierdzenia, zapewne dopiero po jego powrocie.
Warto zaznaczyć, że zaproponowane w projekcie rozwiązania są sprzeczne z podejmowanymi obecnie na poziomie unijnym i krajowym działaniami deregulacyjnymi. W opinii Konfederacji Lewiatan korzystniej byłoby, aby polski prawodawca ograniczył się w ustawie do rozwiązań, które bezpośrednio wynikają z konieczności implementowania dyrektywy

Stanowisko Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan